Rozmowy

 

Widoczność, czyli wymierne korzyści z otwartego dostępu

Nie możemy nikogo zmusić do udostępnienia treści w otwartym dostępie, natomiast ten model sprawdza się i jest coraz szerzej wspierany. Redakcje we własnym gronie dochodzą do wniosku, że to dobry pomysł i należy podążać w tym kierunku – twierdzi Adam Wiciński, odpowiedzialny za informatyzację czasopism w Polskiej Akademii Nauk, w rozmowie z Michałem Starczewskim i Maciejem Stryblem z Platformy Otwartej Nauki. Korzyści z dostępności na całym świecie są wymierne. Przede wszystkim widoczność. Zyskujemy świadomość, że taka instytucja jak PAN zaistniała w umysłach naukowców. Przekłada się to jak najbardziej na dostęp do wiedzy, współpracę z innymi instytucjami naukowymi, prowadzenie wspólnych badań, uzyskiwanie grantów, dotacji z MNiSW.

 

Musimy być aktywni w skali globalnej

Świat zbliża się do siebie coraz bardziej i musimy współpracować z różnymi placówkami, różnymi instytutami i uniwersytetami – mówi prof. Karl-Heinz Hoffmann, prezes Bawarskiej Akademii Nauk, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Nie możemy się teraz zatrzymać w miejscu. Czujemy się ważnym graczem w rozwijającej się światowej nauce. Dążymy do nowej jakości komunikacji naukowej i współpracy pomiędzy różnymi placówkami i naukowcami. Chcemy oferować atrakcyjne warunki naukowcom światowej klasy, by przyjeżdżali do Monachium i pracowali w instytutach na naszym uniwersytecie.

 

NCN optuje za zieloną drogą otwartego dostępu

Osobiście jestem bardzo dużym zwolennikiem otwartego dostępu  przekonuje prof. Zbigniew Błocki, dyrektor Narodowego Centrum Nauki, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. W matematyce publikowanie artykułów czy książek w wydawnictwach tak naprawdę ma w tej chwili wyłącznie znaczenie jako pewien stempel jakości. Nie służy już dystrybucji badań, bo ludzie zainteresowani mogą łatwo do nich dotrzeć. Problem wiąże się głównie ze stykiem środków publicznych z prywatnymi wydawnictwami i dość monopolistycznymi praktykami tych wydawnictw. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach, kiedy zarówno autorzy, edytorzy, jak i recenzenci przynajmniej w matematyce albo w ogóle nie są wynagradzani, albo w bardzo małym stopniu (w dodatku w matematyce praktycznie cały skład jest robiony przez autora), ceny, które wydawnictwa ustalają na swoje produkty, wydają się mało związane z rzeczywistymi kosztami.

 

Digitalizacja jest dla nas narzędziem opatrznościowym

Większość twórców tworzy po to, by udostępnić swoje myśli, a nie w celu zabezpieczenia bytu swoim potomkom. Zwłaszcza że większość publikacji takich dochodów nie przynosi  stwierdza dr Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Nie jest wykluczone, że gdyby autorzy wiedzieli, że ich dzieła będą tak długo chronione prawem autorskim, może wcześniej podpisywaliby umowy o ich uwalnianiu. Chcielibyśmy również, by naukowcy nie pod przymusem ustawy o otwartym dostępie, tylko z oczywistego odruchu udostępniania tego, co badają, przekazywali swoje prace do publicznych repozytoriów. 

 

Otwarty dostęp to naturalny efekt rozwoju komunikacji

Cytowalność mogłaby lepiej służyć postępowi nauki. Powinna być wartościowana, a pochwała mieć inne znaczenie niż krytyka. To oczywiście trudne, ale nie niemożliwe do zrobienia przekonuje prof. Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. W przyszłości będziemy przywiązywać dużą wagę do cytowań pozytywnych, a w ogóle nie będziemy brali pod uwagę cytowania negatywnego albo wręcz będziemy obniżać za nie ocenę artykułu. Dzisiaj przez samą szeroką cytowalność trudno nabrać przesadnego zaufania do danego artykułu.

 

Ideę otwartości powinniśmy szerzyć na każdym poziomie

Jeżeli otwartość jest dla nas priorytetem, to powinniśmy także przewidzieć określone środki finansowe na realizację tych zadań. Powinniśmy pomyśleć o sfinansowaniu paneuropejskich repozytoriów i czasopism z otwartym dostępem, tak żeby zminimalizować koszty dodatkowe – zauważa prof. Wiesław Banyś, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. I dodaje: Za moment będą realizowane granty Horyzontu 2020 i termin otwartego udostępnienia wyników badań będzie nad nami wisiał. Jesteśmy w dużym niedoczasie. Nie tylko Polska, ale także pozostałe kraje UE. Sądzę, że przy najbardziej sprzyjających warunkach, w tym finansowych, przed nami jest rok, półtora, a może dwa lata bardzo intensywnej pracy.

 

Najważniejsze, by nasze zasoby były widoczne na całym świecie

Rozgraniczenie między biblioteką cyfrową a repozytorium wynika z ich definicji. Polska praktyka udostępniania zasobów naukowych w bibliotekach cyfrowych najczęściej wynikała z tego, że nie było projektów repozytoriów i biblioteki cyfrowe wydawały się najlepszym miejscem, gdzie takie zasoby mogą być udostępniane  tłumaczy w rozmowie z Maciejem Chojnowskim dr Anna Wałek, dyrektor Centrum Wiedzy i Informacji Naukowo-Technicznej na Politechnice Wrocławskiej. Natomiast zasadnicza różnica pomiędzy biblioteką cyfrową a repozytorium polega na tym, przynajmniej w przypadku repozytorium instytucjonalnego, że w bibliotece cyfrowej udostępniamy zdigitalizowane wersje zbiorów bibliotecznych, a więc niekoniecznie powstałych na Politechnice Wrocławskiej, natomiast Repozytorium Wiedzy ma być kompletną informacją na temat dorobku naukowego naszej uczelni.

 

W sposób naturalny dochodzimy do otwartego dostępu

Chodzi o to, by osiągnięcia naukowe były widoczne szerzej, by się nimi chwalić i zainteresować nimi np. podmioty gospodarcze, tak by chciały one wykorzystywać w praktyce wyniki naszych badań – wyjaśnia prof. Tadeusz Więckowski, rektor Politechniki Wrocławskiej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Dlatego też idea otwartego dostępu ma dla nas szersze znaczenie – chodzi nie tylko o uwidacznianie publikacji, ale również o uwidacznianie powstających tutaj osiągnięć naukowych w celu ich skutecznej komercjalizacji. Najważniejszym wyzwaniem jest, by to, co powstaje w murach takiej uczelni, jak Politechnika Wrocławska, znalazło swój efekt finalny w przemyśle, w gospodarce.

Additional information