Rozmowy

Nauka to przedsięwzięcie oparte na współpracy

Jeśli chodzi o przełomowe odkrycia naukowe, to otwarte dane są dużo ważniejsze od otwartego dostępu ze względu na możliwość ich ponownej analizy, powtórzenia badań, a także agregowania ich na bieżąco z różnych projektów. Wszystko to pozostawało dotychczas poza naszym zasięgiem. Czym innym jest powiedzieć, że uwalniamy dany artykuł, choć wcześniej był on dostępny w bibliotece, a czym innym, że po raz pierwszy uzyskaliśmy dostęp do konkretnych danych – przekonuje John Willinsky, twórca Public Knowledge Project, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim. Pod względem naukowej opłacalności otwarte dane będą miały zatem znacznie silniejsze oddziaływanie niż otwarty dostęp.

 

Otwarty dostęp nie jest niczym nowym

Niegdyś po opublikowaniu w czasopiśmie artykułu naukowego jego autor dostawał plik nadbitek i następnie wysyłał je do tych badaczy, których uważał za potencjalnie zainteresowanych jego publikacją. Tak więc zakładano, że natychmiastowy darmowy dostęp do treści należy się nie tylko stałym prenumeratorom, ale również innym osobom, którym wysyłało się nadbitki. Otwarty dostęp korzysta z nowych technologii dokładnie w tym samym celu. Nowa jest jedynie niechęć po stronie części wydawców, by takie coś miało miejsce – twierdzi w rozmowie z Maciejem Chojnowskim prof. Nicholas Canny z European Research Council. To po prostu kwestia wykorzystywania nowoczesnej technologii, by udostępniać wiedzę szerzej niż parę dekad temu. Myślę, że każdy powinien powitać to z radością.

 

Wszystko dąży w kierunku otwartej nauki

Prace wydawane na papierze leżą na półkach kilku bibliotek, mało kto do nich zagląda, pieniądze wsiąkają w system, a my nie mamy z tego korzyści w sensie promocji nauki polskiej. Aby wzmocnić jej pozycję, musimy zrobić ten krok do przodu – mówi o otwartym dostępie prof. Włodzisław Duch, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższego roku wiele się zmieni.

 

Czas potraktować to poważnie

Embarga uznawano za główne ograniczenie blokujące zieloną drogę, ale tak nie jest. Z dwóch powodów. Jeden polega na tym, że inteligentni, normalni badacze ignorują wydawców i po prostu umieszczają w sieci końcowe wersje swoich artykułów. Nie błagają wydawców o zgodę, po prostu umieszczają swoje artykuły w repozytoriach i nic się nie dzieje. Żadnych konsekwencji. Wydawcy nie próbują pozywać swoich autorów. Tak więc ci inteligentni, normalni po prostu deponują swoje artykuły i ignorują embarga, jednak lękliwi, mniej inteligentni badacze także nie są bez wyjścia. Oprogramowanie repozytoryjne, o którym mówiłem, dysponuje opcją umożliwiającą tzw. dostęp na życzenie. Nie jest to otwarty dostęp sensu stricto, jednak w przypadku 60% czasopism nie występuje embargo. Korzystając z zielonej drogi, możemy zatem mieć natychmiastowy otwarty dostęp do 60% artykułów. Co do pozostałych 40% – mniej inteligentni, bardziej bojaźliwi autorzy mogą korzystać ze wspomnianego przycisku twierdzi Stevan Harnad z Université du Québec à Montréal w rozmowie z Maciejem Chojnowskim.

 

Badania służą ostatecznie temu, by z nich korzystano

W tej chwili nie mamy dobrego międzynarodowego porozumienia dotyczącego finansowania infrastruktury. Brakuje tego także na poziomie poszczególnych państw. Dzieje się tak z dwóch powodów: po pierwsze, taka infrastruktura jest zwykle finansowana za pośrednictwem grantów, co jest dalekie od ideału, bo zamiast myśleć o zagwarantowaniu trwałości w dłuższej perspektywie, myślimy od projektu do projektu. Inny problem polega na tym, że gdy coś przetrwa określony czas, bardzo ciężko jest to zamknąć. A w przypadku tych kwestii powinniśmy myśleć w kategoriach okresu ważności, cyklu – twierdzi Cameron Neylon z PLOS (Public Library of Science) w rozmowie z Maciejem Chojnowskim.

 

To już nie luksus – to absolutna konieczność

Otwarty dostęp jest bardzo istotnym instrumentem realizowania najlepszych standardów w nauce i niezwykle ważnym wyzwaniem cywilizacyjnym, na które państwo powinno odpowiedzieć jednoznacznym sygnałem: wszędzie tam, gdzie wprowadzicie otwarty dostęp, który nie narusza niczyich praw, państwo będzie go wspierać, czyli finansować – przekonuje Włodzimierz Bolecki, wiceprezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, w rozmowie z Maciejem Chojnowskim.

 

Jesteśmy u progu intensywnych zmian

Wybór odpowiedniego oprogramowania i serwera jest bardzo istotnym czynnikiem, jednak to dopiero początek drogi. Repozytorium trzeba ożywić i jest to zadanie najtrudniejsze, ale też przynoszące najwięcej satysfakcji redaktorom archiwum. Z Małgorzatą Rychlik, współtwórczynią repozytorium AMUR (Adam Mickiewicz University Repository), rozmawia Maciej Chojnowski.

 

Żeby był ruch w nauce

Przydałoby się, by niezależnie od rozwoju oddolnych inicjatyw i powstawania nowych narzędzi, idea otwartości stała się częścią misji uniwersytetów, przekonuje Bożena Bednarek-Michalska, zastępca dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu ds. Informacji i Innowacji, aktywistka na rzecz otwartej nauki, w rozmowie z Michałem Starczewskim.

 

Additional information